Gdyby uwierzyć Józefowi Lompie, który odwiedził Katowice dokładnie na dziesięć lat przed ich wielkim awansem, miasto nań zasłużyło. Lompa, który dobrze znał już Wrocław, gdzie się uczył w seminarium nauczycielskim, Bytom, gdzie przez dwa burzliwe i zarazem radosne lata wspomagał polski ruch narodowy, i rodzinne Olesno, gdzie w tym samym czasie, a wiec w latach 1848—49 redagował „Telegraf Górnośląski", miał zatem jakieś miary porównawcze i chyba jego entuzjazm był szczery, zaś zapowiedz dotycząca przyszłości rozum-na. Przepowiadał on ówczesnej formalnie jeszcze wsi rozwój w tempie miast amerykańskich. Lompa nie tylko ocenił Katowice z perspektywy gościnnego hotelu, chodził także po ulicach, przy których powstawały nowe, pokaźne domy, zaglądnął do konkurującego z Weltem hotelu de Prusse, gdzie zatrzymywali się najchętniej goście z Berlina, ale i Rosjanie, którzy korzystali już z połączenia kolejowego Sosnowca z Katowicami.
Napór przemysłu na Katowice doprowadził rychło do nadmiernej koncentracji produkcji — najpierw cynku, potem żelaza, wreszcie węgla. Trudny do zahamowania, został już pod koniec lat sześćdziesiątych oceniony krytycznie przez władze miejskie, które ostrzegły wszystkich publicznie, ze czas grunderski sprowadził do tego obszaru, a wiec i do Katowic, wielu niesolidnych przedsiębiorców. Niedobre przeczucia ujawniły się potem w latach 1874—1880 w różnych formach kryzysowych, wraz ze zwolnieniami z pracy, ze skracaniem czasu pracy i obniżką zarobków.