Oczywiście rozpoczął się również pewien oddolny ruch kulturalny. Oddolny, ale w wielu swoich przejawach inspirowany i wspierany przez władze, choć częściej finansowany przez sponsorów z przemysłu lub handlu. Jednym z pierwszych towarzystw niemieckich, jakie powstały w Katowicach, było założone w roku 1876 Towarzystwo dla Szerzenia Niemieckiego Języka i Oświaty. Do kasy towarzystwa najczęściej wpływały datki po 295 marek, co miało chyba związek z jakimś zwolnieniem od podatku, lecz raz nawet zanotowano 3.590 marek. Wydawano je na zakup książek i na premie dla nauczycieli oraz dla uczniów wyróżniających się w niemczyźnie. Co jednak dziwne, to uwaga zanotowana przez pierwszego dziejopisa Katowic Georga Hoffmanna, iż od roku 1886 nie wspomina się już o tym towarzystwie w sprawozdaniach administracji miejskiej, jak gdyby wygasł jakiś słomiany zapał. Powiada Hoffmann, ze w kontaktach z urzędami niższe warstwy mieszkańców przyznawały się do nieznajomości języka niemieckiego lub co najmniej wypierały się tej znajomości.
Równocześnie bowiem owe „niższe warstwy" stają się kulturowo aktywne, nie bez pomocy już polskiej inteligencji, wyrosłej z ludu i zahartowanej w walce z bismarckowskim Kulturkampfem, jak księża, pisarze i publicyści ludowi, czy osiadający tutaj bracia z Wielkopolski — lekarze, aptekarze i prawnicy. W tym zatem gronie począł się samodzielny, ochotniczy pod każdym względem, bo i samofinansujący się polski ruch kulturalnooświatowy, wzmagający się zwłaszcza po usunięciu języka polskiego ze szkol. Wyrastał on z pokładów tej samej przekornej odwagi, jaką zapamiętaliśmy przez dwa nieugięte słowa: „Nie chce". Chciał bowiem uchronić swoją rodzimość w przekonaniu, ze nie jest ona osamotniona i ze wszędzie na Górnym Śląsku, a zwłaszcza na bliskim mu austriackim Śląsku Cieszyńskim, silę swoją może czerpać z wielu ogólnonarodowych ożywczych źródeł.