Rodzimym polskim mieszkańcom Katowic, pielęgnującym odpowiednią tradycję rodzinna, zabrakło w połowie XIX wieku takich ludzi jak Grundmann. W zgodzie jednak z wszystkimi prawidłowościami, jakie towarzyszyły powstawaniu niemieckiego miasta na żywych jeszcze polskich organizmach wiejskich, nie zabrakło ludzi-symboli. Najbardziej znanym z imienia i nazwiska jest ostatni polski sołtys Katowic Kazimierz Skiba (1812—1890), który wraz z grupą innych polskich deputowanych do rady i -gminnej — przypomnijmy ich nazwiska: Panków, Kocur, Żołonek, Warzecha i Klauza — odważnie aż do końca przeciwstawiał się próbom narzucenia Katowicom statusu miejskiego, w przekonaniu, ze ograniczy to nie tylko dotychczasową polską samorządność, ale i spowoduje napływ obcych do miasta, narzuci większości jego mieszkańców inne poczucie tożsamości.
Ich „Nie chca!", bo obradowano po polsku i taką odpowiedz każdy z nich dawał na pod-suwane natretnie postulaty, cytowana jest w oryginalnym brzmieniu przez niemieckich kronikarzy miasta. Jednakże —dodajmy — Georg Hoffmann, nauczyciel gimnazjum miejskiego w Katowicach i autor obszernej historii tego miasta z roku 1895 („Geschichte der Stadt Kattowitz") pisze uczciwie, że jeżeli nasze sympatie w ciągu wieloletniego boju stają po stronie ludzi, którzy z żelazną silą woli i wytrwałości złamali twardy opór polskochlopskiej większości i ich gminę przenieśli w stan, gdy polska wieś przemienia się w niemieckie miasto, w siedzibę inteligencji i dobrobytu, w placówkę niemieckiej cywilizacji, to tacy tępi nie byli owi starzy mieszkańcy, by nie dostrzegli, ze toczą tutaj bój o egzystencje i klęska mogłaby oznaczać utratę starej ojczyzny.